Dorastanie bez ojca

W moim wyobrażeniu ojciec to przede wszystkim mężczyzna, który pełni rolę przewodnika i mentora. To on jest tym, który popycha nas do tego, aby wyjść z naszej strefy komfortu, wtedy kiedy widzi, że jesteśmy na to gotowi. To on ustala zasady i je egzekwuje, rządzi czasem twardą ręką bo jako mężczyzna wie, że “sprawy się same nie załatwią”. Mam tutaj na myśli to, że bardzo często, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, życie wymaga od nas zdecydowania, sprawczości, odwagi.

Takich cech nie zdobędziemy tylko o nich mówiąc, albo obserwując innych. Oczywiście, możemy modelować zachowania innych dorosłych mężczyzn, a później adaptować to do naszego życia, jednak to właśnie wtedy w psychice zachodzą takie zmiany, dzięki którym stwierdzamy, że to co jeszcze do niedawna było dla nas nieosiągalne nagle staje się czymś normalnym.



Ojciec jest tą osobą, dzięki której nie musimy sami szukać wzorców, które będziemy modelować i które ukształtują nas w późniejszym życiu.

(...) ojcowie w większym stopniu niż matki zwracają uwagę na cechy zachowania właściwego poszczególnym płciom, wywierają większy wpływ na dziecko, aby postępowało w sposób właściwy dla swojej płci(..).

Wszystko jest w porządku do momentu kiedy w rodzinie jest ojciec i potrafi on sprawować swoją funkcje mądrze.

Co jednak, kiedy ojca brakuje?
Bo na przykład zostawił rodzinę lub nie żyje... Ciężko mi obiektywnie stwierdzić, która sytuacja jest lepsza, a która gorsza. Wydaje mi się jednak, że w przypadku kiedy ojciec “tylko” odszedł, zawsze jest możliwość kontaktu z nim, nawet jeśli ten kontakt gdzieś się urwał.

Jednak kiedy ojciec nie żyje dziecko pozbawione jest męskiego wzorca, którego podświadomie oczekuje od matki.

W takim przypadku zwłaszcza w okresie dziecięcym i dojrzewania chłopcy nieświadomie tracą z oczu ten kompas, który wskazuje drogę do stania się prawdziwym mężczyzną.

Wiedza, którą mam w tym zakresie podpowiada mi też, że dziewczynki wychowane bez ojców w późniejszym życiu mają trudności ze znalezieniem odpowiedniego dla siebie partnera z podobnego powodu – nie posiadają wzoru mężczyzny.

Jednak czy takie osoby są z góry skazane na to, że będą błąkać się po świecie nie mogąc znaleźć swojego miejsca w życiu, bądź w niektórych jego sferach?

Moim zdaniem nie, ale wymaga to dużej pracy nad sobą. Z doświadczenia jednak wiem, że taka praca przynosi nierzadko zaskakujące efekty, a jakość naszego życia wzrasta diametralnie.

Mogę mówić tylko w odniesieniu do chłopców/mężczyzn, ale według mnie praca taka polega przede wszystkim na znalezieniu w sobie ojca dla siebie samego oraz na skupieniu się na męskich cechach, a także zaopiekowaniu się tym małym chłopcem, który ciągle gdzieś tam tkwi wewnątrz nas.

Wtedy właśnie możemy poszukiwać wzorców zachowań wśród rówieśników, czy po prostu mężczyzn, którzy nam imponują. Warto skupić się tutaj głownie na poszukiwaniu męskich cech, których czujemy, że brakuje nam najbardziej, a kiedy już je znajdziemy starać się je modelować i adaptować do naszego życia.

Często bardzo pomaga wtedy sama obserwacja tych cech i pozwolenie na to, żeby te obserwacje same w nas zaczęły pracować. Nagle stwierdzamy wtedy, że to, co chcieliśmy osiągnąć, nagle samo zaczyna się dziać…

Podsumowując
Rola mężczyzny (nie umniejszając przy tym ról kobiety) jest nieoceniona w społeczeństwie. Dzisiaj niestety jest ona coraz częściej zaniedbywana, jednak warto wspomnieć, że w prehistorii, kiedy kobiety zajmowały się potomstwem i opiekowały się domem, to właśnie mężczyźni chodzili na polowania, przynosili do domu pożywienie, a kiedy trzeba było bronili swojej osady, w późniejszych czasach to mężczyźni wyruszali na wojny, żeby bronić niepodległości swojej ojczyzny. Aż wreszcie to właśnie oni nazywani są głową rodziny. To właśnie mężczyzna powinien mieć w sobie cechy, które zapewnią jego rodzinie poczucie bezpieczeństwa.

Takie cechy nie przychodzą jednak same, a wypracowanie ich może zajmować lata.

Niestety, prawdą jest również to, że społeczeństwo jest tak uwarunkowane, że rola ta jest co raz mniej ważna, a nierzadko kobieta jest bardziej sprawcza od swojego partnera, który nie potrafi być podporą sam dla siebie, a co dopiero dla innych.

Oczywiście można generalizować i stwierdzić, że „ten” facet to ciamajda, jest niezaradny, nie radzi sobie w życiu, że żaden z niego facet. Jednak jestem zdania, że warto mocniej zastanowić się skąd bierze się taki, a nie inny obraz sytuacji i spróbować pracować nad zmianą u źródła.
Trwa ładowanie komentarzy...